Kto usłyszy głos Powstańca Warszawskiego z Kanady? 7 lat bezskutecznej interwencji w rządzie PO-PSL

Brak uprawnień kombatanckich dla żołnierzy AK mieszkających w Kanadzie – telefon do nowych władz w Polsce od Powstańca Warszawskiego z Kanady – zobacz nagranie: TUTAJ

Kiedy w czerwcu 2009 roku, decyzję o przywróceniu wszystkich przywilejów i świadczeń żołnierzom koalicji antyhitlerowskiej, którzy osiedlili się w Kanadzie ogłosił Polonii federalny minister do spraw kombatantów, Greg Thomson, oklaskami nagrodzili ten gest wszyscy zgromadzeni w siedzibie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Toronto. Wśród nich także żołnierze Armii Krajowej. Jeszcze wtedy nawet przez myśl im nie przeszło, że ustawa ich nie dotyczy, a radość z nabytych uprawnień jest przedwczesna.

– To są ważne przywileje finansowe, ale może jeszcze ważniejszy jest ten gest w kategoriach moralnych i etycznych – łamiącym się głosem mówił Piotr Ogrodziński, ówczesny ambasador  Rzeczpospolitej Polskiej w Kanadzie.

Gest etyczny, ale nie dla wszystkich żołnierzy sił alianckich. Nie dla Armii Krajowej. Bo jak się wkrótce okazało kanadyjskie ministerstwo do spraw kombatantów traktuje AK jako ruch oporu, a nie jak Armię Polskich Sił Zbrojnych. Przekonał się o tym Andrzej Łysakowski, który chciał się dowiedzieć w ministerstwie do spraw weteranów w Kanadzie jaka będzie wysokość przysługujących mu uprawnień finansowych.

– wyraźnie powiedziano mi, że „As you joined Polish Home Army in Poland in 1944, this is not formal military service as outlined above, to znaczy że oni nie uznają Armii Krajowej jako Military Service…

Screen Shot 2016-07-30 at 10.44.35

W jaki sposób władze kanadyjskie mogą nie uznawać nas jako żołnierzy?…Denerwuje się pan Andrzej…Za to myśmy byli uznawani przez Niemców, którzy byli naszymi wspólnymi wrogami – dodaje.

Absurdalność takiego rozumowania widzą wszyscy, również były poseł federalny do kanadyjskiego parlamentu, Władysław Lizoń, który w tamtym czasie był prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

Zapytany o tę rażącą niesprawiedliwość odpowiadał – próbujemy to zmienić tzn. ja już miałem spotkanie w tej sprawie w ministerstwie Weteranów tutaj w Kanadzie i tłumaczyłem, że Armia Krajowa to jest część Polskich Sił Zbrojnych za czasów II wojny światowej, że to nie jest jakaś tam grupa ruchu oporu. – Mamy dokumenty te same, które posiada strona polska czyli zarówno parlamentu brytyjskiego czy też Kongresu Amerykańskiego z  1944 roku, w których to uznaje się Armię Krajową jako integralną część Polskich Sił Zbrojnych. Wydawało się, że jest duża szansa na włączenie żołnierzy AK do przywilejów kombatanckich, bo nie jest to sprawa zmian legislacyjnych tylko biurokratycznego zaszufladkowania pojęcia Armii Krajowej.

Żołnierze Armii Krajowej korzystali ze wszystkich praw jakie zapewniała Konwencja Genewska w sprawie traktowania jeńców wojennych. Takie same prawa posiadali żołnierze kanadyjscy, brytyjscy i amerykańscy.

– Umieszczano nas w obozach dla jeńców wojennych. Ja mam swój numer stalagowy z Lamsdorfu i z Mühlbergu – denerwuje się Andrzej Łysakowski.

Zdaniem pokrzywdzonych kombatantów nie zaliczenie AK do Polskich Sił Zbrojnych to niezrozumienie pojęć historycznych przez stronę kanadyjską.

Pan Andrzej Łysakowski, pseudonim “Kozak” miał 13 lat , gdy razem z innymi kolegami brał udział w Powstaniu Warszawskim. Należał do zgrupowania Chrobry II. Był łącznikiem w I Obwodzie „Radwan” (Śródmieście). Podczas pełnionej warty przed siedzibą swojego zgrupowania został dwa razy ranny – 17.09. 1944 r. na ulicy Siennej 55 i 20.09. 1944 r. na ulicy Siennej 41.

Po Powstaniu Warszawskim trafił do niemieckiej niewoli. Był jeńcem Stalagu 344 Lamsdorf – numer jeniecki 103160. Potem został przekazany przez Niemców do Stalagu IV B w Mühlberg/Elbe. Z Mühlbergu grupa najmłodszych 49 Powstańców została przeniesiona do Glashütte- Brottewitz koło Meissen. Byli tam do kwietnia 1945 roku. Pracowali w fabryce samolotów- Messerchmitt-ów 109. Ze względu na ich młody wiek pracowali przy ogonach. Podczas ostrzału wojsk sowieckich ewakuowano ich do Glashütte koło Pirny. 8 maja 1945 roku, podczas natarcia zarówno wojsk amerykańskich jak i sowieckich na Saksonię, stracił lewe oko. Można powiedzieć, że on i jego kolega, który stracił rękę mieli szczęście, bo trzej inni, podczas tego samego ostrzału, zostali śmiertelnie ranni. W Polsce przyznano mu grupę inwalidzką z 45% utratą zdrowia. Mógłby awansować na kapitana jak inni jego towarzysze broni z Chrobrego II, ale jak twierdzą urzędnicy jest to niemożliwe, bo nie posiada PESEL-u. Tylko on i jego kolega z tego samego zgrupowania w Powstaniu Warszawskim (teraz mieszka w okolicy Vancouver) nie dostąpili tego zaszczytu. Pozostał więc w randze porucznika – awans na ten stopień z porucznika otrzymał w 2009 r.

Pan Andrzej już siódmy rok zabiega o to, aby żołnierzy AK traktowano w Kanadzie jako żołnierzy koalicyjnej armii walczącej w II wojnie światowej, a nie jak podziemny ruch oporu.

Screen Shot 2016-07-30 at 10.44.57

Najpierw interweniował u śp. Janusza Krupskiego, kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w latach 2006-2010.

-rozmawiałem z nim na trzy miesiące przed jego śmiercią w smoleńskiej tragedii…to była jedyna, tak naprawdę osoba, która wydawała się szczerze zainteresowana wyjaśnieniem tej sprawy. Pan Krupski był z wizytą w Kanadzie, spotkaliśmy się… zapewniał mnie, że wyjaśniał ten problem z kanadyjskimi władzami…i że to jest kwestia wyciągnięcia dokumentów z brytyjskich archiwów. Chodzi o oryginały angielskich  dokumentów potwierdzających, że AK było armią, dokładnie chodzi o słowo „armia”. Mówił, że zamierza w maju (2010 r.)  wybrać się osobiście do Anglii, po to aby odzyskać oryginały angielskich dokumentów, które miał przekazać władzom kanadyjskim.

Po tragicznej śmierci Janusza Krupskiego szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych został Jan Ciechanowski. Podczas uroczystości związanych z Dniem Żołnierza Polskiego w Kanadzie również obiecał zająć się sprawą. Od tamtego czasu minęło 5 lat. Pan Andrzej Łysakowski skończył właśnie 85 lat, jego starsi koledzy z Powstania powoli jeden za drugim odchodzą na wieczny odpoczynek. Za chwilę nie będzie w ogóle tematu, bo z danych Kongresu Polonii Kanadyjskiej wynika, że liczba mieszkających w Kanadzie Powstańców Warszawskich z roku na rok jest mniejsza  i nie przekracza 50 osób.

– Naprawdę nie chodzi tylko o finansowe przywileje, ale o fakt uznania nas za żołnierzy…nie myślę, aby to była zła wola kogokolwiek, tylko niezrozumienie historii…mówi z rezygnacją Łysakowski.

– Podobno Kanadyjczycy w latach 80-tych zostali oszukani przez sporą grupę Greków, którzy zaświadczali w tutejszych urzędach do spraw weteranów, że w czasie II wojny światowej brali udział w partyzantce. Na tej podstawie wyłudzali od państwa świadczenia kombatanckie, do czasu gdy urzędnicy przyłapali ich na oszustwie, bo okazało się, że jeden z takich naciągaczy musiałby mieć zaledwie 2 lata walcząc z okupantem. Od tego czasu kanadyjscy urzędnicy uczuleni są na słowo „partyzantka” czy ruch oporu i dzisiaj zanim zdecydują się przyznać przywileje bardzo dokładnie weryfikują przedkładane dokumenty – próbuje tłumaczyć kanadyjską biurokrację jeden z najmłodszych Powstańców Warszawskich.

Ustawa o przywilejach i świadczeniach z 2009 roku objęła ponad trzy i pół tysiąca kombatantów.Budżet Kanady w ciągu pięciu lat wydał na ten cel 200 mln dolarów.